Wywiad z Zuzanną Pikacz

Wywiad z Zuzanną Pikacz

Dzisiejszy wywiad przeprowadzę z Zuzanną Pikacz, absolwentką naszego gimnazjum, a obecnie studentką I roku Zarządzania na wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie

– Dzień dobry.

– Dzień dobry. Bardzo mi miło, móc znów się z Panią zobaczyć.

– Na początku chciałabym zapytać Cię o szkołę. Jaką byłaś uczennicą? Czy miałaś ulubione zajęcia, a może były i przedmioty, których nie lubiłaś?

– Gdy myślę o janowskim gimnazjum, przed oczyma stają mi jedynie dobre i barwne wspomnienia. Na zajęcia uczęszczałam z uśmiechem na twarzy, bo jak tu się nie uśmiechać, gdy dookoła mnie są sami życzliwi i otwarci ludzie. Wydaje mi się, że nie byłam zbyt problematycznym uczniem… uwielbiałam lekcje języka polskiego; nie była to jedynie nauka z podręczników i czytanie lektur. Bardzo podobała mi się recytacja oraz projekty takie jak kręcenie filmów czy przedstawianie fragmentów lektur.

Głęboko w pamięć zapadły mi lekcje matematyki i geografii. Na zajęciach tych nigdy nie brakowało humoru oraz ciekawego sposobu przekazania wiedzy. Dzięki Panu Jackowi nie miałam najmniejszych problemów, odpowiadając przy mapie w szkole średniej. Pan Piotr zaś sprawił, że w pewnym stopniu zrozumiałam i polubiłam matematykę. W szkole tej rozwijałam swoje artystyczne zainteresowania, uczęszczając na lekcje śpiewu, malując, występując w teatrze, a nawet rzeźbiąc w mydle! Nie jestem w stanie wymienić przedmiotów, których nie lubiłam, ponieważ takowe najzwyczajniej w świecie nie istniały.

Przyjemność sprawiało mi również redagowanie gazetki. W momencie drukowania jej kolejnych egzemplarzy, zawsze mogliśmy liczyć na słowa otuchy i chwilę pogawędki z ówczesnym dyrektorem Panem Leszkiem Chwedczukiem, którego wspominam bardzo ciepło. O tej wspaniałej szkole mogłabym opowiadać godzinami… jest to niewątpliwie wspaniałe miejsce, tworzone przez wspaniałych ludzi.

– Po ukończeniu gimnazjum zdecydowałaś, że dalej uczyć się będziesz w Staszicu w Białej Podlaskiej? Czym skusiła Cię akurat ta szkoła?

– IV Liceum im. Stanisława Staszica to jedyna szkoła w naszym rejonie oferująca kształcenie w kierunku artystycznym. Wybór profilu muzycznego, w moim przypadku był strzałem w dziesiątkę! W szkole tej zdobyłam ogólną wiedzę jak i kształtowałam swoje muzyczne zainteresowania. Z kierunkiem tym wiążą się przedmioty takie jak chór, nauka gry na instrumencie- w moim przypadku była to gitara, historia muzyki czy tez geografia (z którą jak już wspomniałam, nie miałam problemów.)

Wspaniałą przygodą była nauka języka hiszpańskiego oraz nauka gry na trąbce. Dzięki wysokiemu poziomowi edukacji, jaki zapewnia ta szkoła, zdałam maturę bez uczęszczania na jakiekolwiek korepetycje. Pociągająca w tej szkole jest atmosfera, jaką tworzą tamtejsi pracownicy jak i uczniowie. Cykliczna impreza „Stasionalia” wspaniale jednoczy klasę, a szeroka oferta edukacyjna sprawia, że każdy znajdzie w tej szkole coś dla siebie.

– Każdego roku można podziwiać w Internecie przepiękny walc w wykonaniu absolwentów Staszica. Czy również brałaś udział w tym przedsięwzięciu?

-Jak najbardziej! Już w pierwszej klasie obiecaliśmy sobie z moim późniejszym partnerem tańca, że na balu studniówkowym walca jak i poloneza wykonamy wspólnie. Próby trwały wiele tygodni, lecz bez wątpienia było warto! Kroki układu pamiętam do dnia dzisiejszego. To było wspaniałe przeżycie.

– Śpiewałaś nawet przed prezydentem. Czy możesz nam o tym opowiedzieć?

– Miałam to szczęście, że nasze liceum robiło oprawę muzyczną koncertu związanego z obchodami rocznicy dnia 11 listopada. W tym właśnie dniu, do Białej Podlaskiej przyjechał  Prezydent RP pan Andrzej Duda. Wraz z chórem wykonaliśmy kilka patriotycznych utworów. Jako jedna z nielicznych osób, miałam przyjemność występu solowego, do którego drogę otworzył mi wcześniejszy konkurs muzyki patriotycznej. Jako laureatka tego konkursu miałam swoje pięć minut na solowy występ.

– A matura? Czy rzeczywiście wywołała i u Ciebie wielki strach?

-Strach był, w końcu to „egzamin dojrzałości”. Stres odpuszczał jednak z każdym majowym dniem, z każdym kolejnym napisanym egzaminem. Bardzo zależało mi, aby jak najlepiej zdać egzaminy, i tym samym otworzyć sobie furtkę do jak najlepszych uczelni wyższych. 

– Czy poleciłabyś Staszica naszym tegorocznym absolwentom?

-Zdecydowanie tak! Szkoła ta stawia na wysoki poziom edukacji i dobry kontakt z uczniem. Ciekawe profile, dobrze wyposażone sale oraz nowoczesna hala sportowa tworzą idealne warunki do nauki i zabawy.

– Czy od razu poszłaś na studia?

-Tu z pewnością wielu czytelników zaskoczę… otóż zrobiłam sobie rok przerwy pomiędzy liceum a studiami. Na zachodzie, praktyka ta jest znana pod nazwą „Gap Year”. Po ukończeniu liceum nie byłam do końca przekonana co do wyboru kierunku studiów… zawsze ciągnęło mnie do muzyki, teatru lecz odnajdywałam się również w kwestiach organizacyjnych. Uwielbiam współpracę z ludźmi, występy na scenie… przyjemność sprawiała mi również nauka języków. Ciężko mi było poskładać to wszystko w jedną całość i nadać swojej przyszłości kierunek. Bałam się, że podejmę złą decyzję.

Postanowiłam dać sobie troszkę więcej czasu do namysłu nad wyborem studiów. Rok przerwy w nauce nie przeszkodził mi wdrożyć się w studiowanie. Był to wspaniały okres,  w którym zwiedziłam wiele miejsc, poznałam nowych ludzi. Podjęłam się również pracy, dzięki której bliżej poznałam miasto, w którym dziś studiuję.

– Dlaczego tak artystyczna dusza jaką jesteś- poszła na wydział ekonomiczny na Zarządzanie?

– Do dziś zadaję sobie to pytanie… z jednej strony bardzo ciągnie mnie w stronę sceny, występów i festiwali… z drugiej zaś, moim marzeniem jest prowadzenie własnego pensjonatu, gdzieś wysoko w górach. Wierzę, że w trakcie studiów zdobędę wykształcenie potrzebne do prowadzenia tego typu działalności. Władze wydziału ekonomicznego współpracują z wieloma prestiżowymi firmami, dającymi studentom możliwość zdobywania umiejętności praktycznej. Kursy i szkolenia, które odbywają się na terenie naszej uczelni są dla mnie dużą szansą, która przybliża mnie do celu.  Z muzyki oczywiście nie rezygnuję, kto wie…  Być może mój plan na studiowanie, na życie całkowicie różni się od planu Bożego. Jestem otwarta na zmiany.

– Jakie przedmioty masz na I roku? Czy któryś jest postrachem studentów?

– Przedmioty są dość zróżnicowane. Na zajęciach uczymy się przedmiotów związanych z matematyką takich jak finanse, rachunkowość, mikro i makroekonomia… Mamy tu do czynienia z prowadzeniem działalności biznesowej, uczymy się podstaw zarządzania. Wykładowcy starają się zaznajomić nas z zasadami gospodarowania zasobami ludzkimi oraz zachowaniami, jakie mogą wstąpić w organizacji. Uczymy się, w jaki sposób zarządzać grupą, jak zrozumieć i rozwiązać problemy pojawiające się w organizacji. Ważne są również języki obce, więc uczęszczam na biznesowy język angielski, który jest jednym z moich ulubionych przedmiotów. Co do przedmiotów siejących postrach… mało kto przepada za statystyką… trzeba po prostu zacisnąć zęby, przyłożyć się mimo braku chęci i zaliczyć.   

– Co będziesz mogła robić po ukończeniu tego kierunku?

– Wachlarz możliwości jest ogromny. Zdobycie dyplomu otwiera mi furtkę do podjęcia pracy jako manager średniego i wyższego szczebla zarządzania w przedsiębiorstwach lub podjęcia pracy specjalisty organizacji i zarządzania. Absolwenci tego kierunku często znajdują zatrudnienie jako doradcy i konsultanci w organizacjach o charakterze gospodarczym lub publicznym lub jako dowódcy zespołu w strukturach bezpieczeństwa państwa. Jak już wspominałam, po ukończeniu studiów kierunku zarządzanie, można również podjąć się prowadzenia własnej działalności gospodarczej.

– Dlaczego zdecydowałaś, że właśnie w Lublinie będziesz studiować?

– Lublin jest bardzo przyjaznym i spokojnym miastem. Spędziłam w nim ostatni rok i przez ten właśnie czas zdążyłam nieco lepiej poznać to miasto. 

– Co studentom oferuje Lublin? Czy już pokochałaś to miasto?

– Lublin jest typowo studenckim miastem. Gdy przychodzi czas wakacji, miasto to dosłownie pustoszeje… W Lublinie każdy znajdzie coś dla siebie. Jest tu wiele uczelni oferujących bogaty wachlarz możliwości kształcenia. Studenci mogą korzystać z szeregu zniżek dosłownie wszędzie: począwszy od komunikacji miejskiej, przez kina, restauracje, klubokawiarnie, basen po bilety w teatrze czy filharmonii. W raz z początkiem maja nastaje boom imprez studenckich – Juwenalia, Kozienalia itp. W tym czasie, jeszcze przed sesją, studenci mają czas na relaks przy dźwiękach dobrej muzyki.

 Lublin polubiłam za spokój, który tu panuje oraz wszechobecną zieleń. Mam słabość do otwartych i tętniących zielenią przestrzeni. W okresie letnim, Lublin kusi soczystymi trawami oraz barwnymi od kwiatów obrzeżami. Pokochałam Lubelską starówkę oraz wieczorne, letnie spotkania nad Zalewem Zemborzyckim, niedzielne wypady na rower ze znajomymi, pikniki, oraz czwartkowe tańce pod fontanną.

Studenci w tym mieście mogą również kontynuować lub też rozpocząć swoją przygodę z duszpasterstwem. To bardzo ważne dla nas, ludzi młodych. Często wyfruwając spod matczynych skrzydeł, udając się do większego miasta, młodzi gubią się w życiu, gubią Boga. Duszpasterstwo, do którego należę, tworzą wspaniali i otwarci ludzie. Poza rozważaniem Słowa Bożego spotykamy się na grillach, organizujemy imprezy, spływy kajakowe oraz co roku wyjeżdżamy w góry. Gorąco zachęcam każdego, kto wybiera się na studia do Lublina na podjęcie kierownictwa duchowego na Poczekajce.  

– Czy często wracasz do rodzinnej miejscowości, do najbliższych?

– Staram się wracać do domu przynajmniej raz w miesiącu. Oprócz studiowania, w Lublinie mam również pracę, która pochłania mi niektóre weekendy, przez co nie wracam tak często jak większość moich znajomych. Tęsknię za domem, ale wiem, że taka jest kolej rzeczy. Dorastamy, w pewnym stopniu też żegnamy się z domem.

– A teraz zapytam Cię o główny powód, dla którego się spotykamy. Od kiedy śpiewasz? Czy pamiętasz swój pierwszy publiczny występ?

– Jeju.. było to tak dawno temu.. jeżeli do publicznych występów można zaliczyć śpiew a’capella przed członkami rodziny.. to było to gdzieś w Pienińskim wąwozie. Miałam wtedy zaledwie pięć lat. Pierwszy wyjazd z przygotowanym uprzednio repertuarem dotyczył konkursu w Łomazach, na który zabrała mnie moja ówczesna wychowawczyni, pani Teresa Hryciuk. Na konkursie udało mi się wyśpiewać pierwszą nagrodę! To było wspaniałe przeżycie dla małej Zuzi J. Śpiew towarzyszy mi odkąd pamiętam i mam nadzieję, że ta muzyczna przygoda trwać będzie niczym „Niekończąca się opowieść”.

– Kto jest Twoim opiekunem muzycznym? A może sama dokonujesz wyborów w sferze artystycznej?

– Od kilku lat, swoje dokonania muzyczne zawdzięczam kierownictwu Piotra Kulickiego. To właśnie on wziął mnie pod swoje skrzydła, gdy uczęszczałam do janowskiego gimnazjum. Wtedy też, zawiązał się znany wielu zespół „Meritum”, w którym do dnia dzisiejszego mam swoje miejsce. Pan Piotr doskonale zna możliwości mojego głosu, dzięki czemu jest w stanie dobrze doradzić mi w wyborze repertuaru.  Często jednak pozostawia mi w tej kwestii wolną rękę, aby śpiew był przede wszystkim wyrazem moich zainteresowań odnośne gatunku. 

– Słuchający Twojego głosu porównują Cię do Anny German- czy utwory tej artystki są szczególnie Ci bliskie?

– Zdecydowanie tak… odkąd usłyszałam winylowe jeszcze nagrania Anny, wprost zakochałam się w jej barwie głosu. Subtelny głos oraz delikatność przekazu stała mi się mottem wystąpień scenicznych. Podziwiam tą artystkę nie tylko za sposób wykonywania utworów, ale przede wszystkim za szczerość i ciepło, jakie od niej biło.  

– Jakich artystów szczególnie cenisz, kto jest dla ciebie wzorem? Jakie utwory lubisz wykonywać?

– Spośród tak wielu gatunków muzycznych, którymi się interesuję, na uznanie zasługują Edyta Geppert, Michael Kiwanuka oraz dwie piękne przedstawicielki muzyki alternatywnej Julia Pietrucha oraz Daria Zawiałow. Uwielbiam śpiewać kawałki Meli Koteluk, odnajduję się w stylu, który tworzy oraz jej delikatnej barwie głosu. Uwielbiam poezję śpiewaną, głosu Mietka Szcześniaka czy Grzegorza Turnaua mogłabym słuchać godzinami, są dla mnie wzorem życia muzyką. 

– Należysz do składu zespołu Meritum prowadzonego przez pana Piotra Kulickiego. Co daje Ci przynależność do tej grupy?

– Przede wszystkim wiele radości. Gdy jeszcze mieszkałam w Janowie, miałam tę przyjemność spotykać się z członkami zespołu co tydzień. Wyjazdy znakomicie nas integrowały, a próby wydobywały wszystko, to co najlepsze mamy w głosach. Podczas tak licznych wyjazdów z Meritum, zacieśniłam niektóre znajomości, pojawiły się nowe przyjaźnie, zwiedziłam wiele miast, poznałam mnóstwo ciekawych ludzi, mających podobne zainteresowania muzyczne do moich. Uczestnictwo w zespole wciąż mnie ubogaca i karmi moją  muzyczną duszę.

– Wiem, że zespół Meritum nie raz startował w konkursach- może coś szczególnie zapadło Ci w pamięci związanego z konkursem.

– Praktycznie zawsze byliśmy najmniej licznym chórem spośród wszystkich uczestników jakiegokolwiek konkursu. Przy ogłaszaniu werdyktu, często słyszeliśmy, iż jury jest pod wrażeniem tak dobrego zgrania wszystkich głosów w jedno.. wykonania utworu w niemalże perfekcyjny sposób, nienaganna dynamika w każdym utworze budowała ogromne zainteresowanie i napięcie wśród publiczności. Taką właśnie opinię otrzymaliśmy podczas ogłoszenia werdyktu w Niepokalanowie podczas XV Ogólnopolskiego Festiwalu Kolęd i Pastorałek. Otrzymaliśmy wtedy nagrodę najwyższą z możliwych tj. Grand Prix. Jest w tym ogromna zasługa Piotra Kulickiego, naszego dyrygenta, kierownika i przyjaciela. Sytuacja ze zdobyciem najwyższej narody powtórzyła się niedługo potem. Z ubiegłorocznego wyjazdu w Bieszczady wróciliśmy ze statuetką miedzianego górala, symbolizującego nagrodę Grand Prix. 

– Również jako solistka odnosisz sukcesy- z którego jesteś szczególnie dumna?

– Każdy konkurs, czy występ wiąże się z niepowtarzalnymi przeżyciami, emocjami.. (no może z wyjątkiem tremy.) Ciężko jest pozbierać je wszystkie i wrzucić do jednego worka. Z każdego występu jestem zadowolona, w mniejszym lub większym stopniu. Każdy występ jest inny tematycznie, jak i emocjonalnie. Bardzo miło wspominam konkurs w Hrubieszowie. Po występach mogliśmy liczyć na konsultacje z członkami Jury, w skład którego wchodzili Wanda Kwietniewska z zespołu „Wanda i Banda” czy Mieczysław Jurecki, gitarzysta Budki Suflera. Odśpiewanie przygotowanych utworów sprawiło mi dużą przyjemność. Ogromne znaczenie ma wsparcie ze strony przyjaciół obecnych na sali, tego wieczoru zespół „Meritum” nie szczędził dłoni na oklaski. Pozwolę sobie dodać, ze wraz z zespołem również na tym konkursie wyśpiewaliśmy pierwszą nagrodę! Było to dla nas ogromne wyróżnienie! Ciepłe wspomnienia wiążą się również z występem w Polańczyku nad Soliną oraz w  Janowie Częstochowskim. Festiwale na otwartym powietrzu, w ciepłe letnie dni to wspaniałe przeżycie.

– Także w Janowie mieliśmy możliwość posłuchać Twojego pięknego głosu np. podczas Mszy św. transmitowanej w telewizji, Impresji muzycznych czy przedstawień w Gminnym Ośrodku Kultury. A kto wpadł na pomysł Blues session Z&M? Jak wspominasz to przedsięwzięcie?

– Z inicjatywą koncertu w Gminnym Ośrodku Kultury wyszła ówczesna dyrektor placówki Pani Wiesława Tur. Odkąd pamiętam dodawała mi skrzydeł, motywowała do działania i zawsze, starała się piąć janowskich artystów ku górze. We współpracy z Mateuszem Łopaciukiem oraz Piotrem Kulickim nadaliśmy temu wydarzeniu charakter bluesowo-improwizacyjny. Bardzo miło wspominam tamten wieczór. W trakcie koncertu mogliśmy usłyszeć m.in. utwory autorstwa samego Mateusza. Mam nadzieję, że wydarzenie „Blues Session Z&M” to dopiero początek promocji lokalnych talentów. 

– Zatem trema dawno odeszła w zapomnienie?

– To zdecydowanie zbyt śmiałe stwierdzenie. Trema jest nieodłączną częścią każdego występu, choć muszę przyznać, że w niewielkim stopniu udało mi się ją okiełznać.

– Czy na studiach także śpiewasz? Czy są ku temu okazje?

– Z przykrością muszę stwierdzić, że podczas studiów opuściłam się nieco ze śpiewem. Ciężko jest mi czasem znaleźć chwilę pomiędzy studiami, pracą a nauką na lekcje śpiewu. Mam jednak nadzieję, że w przyszłym roku akademickim, znajdę więcej czasu na pogłębianie swojej muzycznej pasji i będzie mnie można usłyszeć w wielu miejscach, niekoniecznie od prysznicem 😉

– Również konferansjerka nie jest Ci obca. Gdzie można było Cię spotkać jako prowadzącą imprezę?

– Moja przygoda z konferansjerką rozpoczęła się dwa lata temu podczas obchodów 25-lecia liceum, którego jestem absolwentką. To właśnie wtedy, miałam swój debiut w roli prowadzącej wydarzenie wpisujące się w karty historii Staszica. Na szczęście miałam u swojego boku wykwalifikowanego konferansjera- Michała Trantau, z którym jak słyszałam, stworzyliśmy wspaniałą parę konferansjerów. Po tym wspaniałym wydarzeniu miałam jeszcze niejedną możliwość prowadzenia imprez w IV liceum.

Niedawno miałam przyjemność prowadzenia uroczystości związanej z 50-leciem GOK w Janowie Podlaskim oraz dzień później Dożynek Powiatowych. To była wspaniała przygoda, miałam okazję zobaczyć jak takie wydarzenia wyglądają zza kulis. Mam nadzieję, że to dopiero początek mojej przygody z konferansjerstwem.

– Nie boisz się podejmowania wyzwań, o czym świadczy choćby udział w Extreme Power Run. Opowiedz nam o tej wodno-błotnej przygodzie.

– Od dłuższego czasu myślałam nad wzięciem udziału w tego typu imprezie. Zawsze jednak myśli takie jak: „nie masz kondycji” „jesteś na to nieprzygotowana” brały górę. Postanowiłam jednak wyjść naprzeciw marzeniom i wziąć udział w pierwszym maratonie w moim życiu. Exterme Power Run to przede wszystkim wspaniała zabawa, ale i możliwość sprawdzenia swoich sił. W tym biegu pokonałam nie tylko kilkoro uczestników, lecz przede wszystkim swoje słabości. Jest to dla mnie początek zmian na lepsze. Do mety pomógł mi dobiec doping ze strony przyjaciół,  krótki,  bo tygodniowy pobyt i treeking w górach, jak i zawziętość i upór, które mają swój początek w mojej głowie. Na wodno-błotnistej trasie, uczestników biegu czekał szereg paskudnych i wymagających przeszkód. Załączone zdjęcia mówią chyba same za siebie… To był wspaniały bieg!

– Czy naprawdę było warto?

– Zdecydowanie tak. Jeżeli człowiek czegoś pragnie, to powinien dążyć do spełnienia swoich marzeń, nawet jeżeli wiąże się to z ogromnym wysiłkiem i wyrzeczeniami. Jak mawia br. Tomasz Mantyk, kierownik Duszpasterstwa Młodzieży, do którego należę, należy najpierw stanąć w prawdzie przed samym sobą, następnie zaryzykować, wypłynąć na głębię i zanurkować naprawdę głęboko… dopiero wtedy bowiem mamy możliwość wypłynąć po drugiej, lepszej stronie.

– Jeżeli mogę zapytać- co jeszcze planujesz? Czy będzie to związane z muzyką, a może masz kolejny ciekawy pomysł na siebie i życie?

– Z doświadczenia wiem, że nie należy zbyt mocno planować sobie życia, może inaczej… nie należy trzymać się kurczowo planu, jaki sobie wyznaczyliśmy. Zawsze coś może pójść nie po naszej myśli i ponosimy porażkę. Dopiero niedawno to zrozumiałam. Pragnę, aby w moim życiu więcej było muzyki, sztuki i styczności ze sceną, pragnę pogłębiać swoją wiedzę z zakresu sztuki i teatru… planuję jednak skończyć studia ekonomiczne, co zdaje się być totalną abstrakcją od moich scenicznych pasji. Nie wiem jeszcze, czy pewnego dnia, pasje wezmą górę i staną się podstawą mojej egzystencji. Nie zamykam się na zmiany. Nie ważne czy życie potoczy się po mojej myśli, ważne jednak, aby toczyło się po myśli Bożej.

– I już na zakończenie zapytam Cię czy zapadło Ci coś w pamięci z czasów gimnazjum?

– Mogłabym napisać książkę pod tytułem „Gimnazjalne wspomnienia Zuzanny Pikacz”, tak wiele pięknych obrazów kryje moja pamięć. Na długi czas pamiętać będę życzliwość ze strony nauczycieli, serce wkładane w wykonywaną przez nich pracę oraz indywidualne podejście do ucznia. Pamiętam i z uśmiechem na ustach wspominam wspaniałego wychowawcę mojej klasy pana Macieja Kublika. Zawsze mogłam liczyć na pomoc i wsparcie z jego strony. Pamiętam teatr, liczne akademie, w których brałam czynny udział nie tylko jako solistka, pamiętam pierwsze miłości i sympatie.. czas zabawy i przede wszystkim zdobywania wiedzy, który szkoła ta oferuje na naprawdę wysokim poziomie. Pamiętam pogawędki z nauczycielami na korytarzach, wyjazdy na konkursy, szkolny sklepik, przemiłe panie woźne… Miło wspominam wyjazd na Białoruś z uczniami naszego gimnazjum pod opieką pani Moniki Salach-Demidziuk, zawody sportowe, Parady Bocianów oraz nocne „Ptakoliczenie”. Czasy gimnazjum to wspaniały okres w moim życiu. Z przyjemnością powracać będę w mury tej szkoły.

– Dziękuję za udzielenie wywiadu i życzę Ci niebanalnych pomysłów i ich realizacji.

-Również dziękuję i mam nadzieję do szybkiego zobaczenia!

Rozmawiała Iwona Andruszkiewicz

Dzielenie się jest dobre, Ty też możesz podzielić się tym wpisem z innymi: